tom1ek Administrator

Zobacz siebie na mapie Dołączył: 10 Maj 2008 Posty: 190 Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Wto 22:55, 02 Wrz 2008 Temat postu: "Anastazja"W.Merge-o tym,kto rządzi naszym światem |
|
|
Nie wiem, czy czytaliście "Anastazję" Władimira Merge (kto nie w temacie można sprawdzić co to jest np. tu: http://anastazja.com.pl/). Postanowiłem zamieścić jej wypowiedź o tym, kto rzeczywiście rządzi naszym światem i jak doszedł do władzy. Zamieszczam naprawdę długi tekst, ale uznałem, że warto. Polecam całość dokładnie przeczytać, bardzo ciekawe - myślę, że to wyjaśni wiele.
Na początek jej opis tego człowieka (Anastazja mówi do Władimira):
| Cytat: | Zaraz ujrzysz starszego mężczyznę. Niech cię nie dziwi jego skromny wygląd. On się nie wyróżnia spośród innych ludzi ani ubraniem, ani zachowaniem, a w domu otoczony jest zwykłymi rzeczami. Jego dom też wcale nie jest wielki, cała obsługa składa się z dwóch osób. Ma żonę, dwóch synów, a rodzina nawet nie podejrzewa, kim on tak naprawdę jest. Jednakże zewnętrznie różni się od innych ludzi.
Jeśli mu się wnikliwie przyjrzeć, to można zauważyć, że cały dzień spędza w samotności. Na jego twarzy widoczna jest głęboka zaduma. Kiedy rozmawia z żoną podczas posiłków - chociaż nieczęsto się to zdarza -wydaje się, że jego oczy zasnuwa lekka mgiełka. Nawet kiedy ogląda telewizję, zawsze ma nieco opuszczone powieki, nigdy niczemu się nie dziwi, a nawet się nie zaśmieje. W rzeczywistości on prawie nie ogląda progra¬mów telewizyjnych, tylko sprawia pozory, a w tym czasie intensywnie myśli o czymś innym, obmyśla potężne plany. To on kieruje funkcjonowaniem całych państw.
On - zwierzchnik kapłanów z dynastii kapłanów, dziedzic okultystycznej wiedzy, którą później przekaże jednemu ze swoich synów. Zdoła tego dokonać w ciągu jednego roku. Ustnie wszystko przekaże dziedzicowi, którego już przygotowuje przed nim samym w tajemnicy: od dawna pielęgnuje okreśłone zdolności swojego syna. Wszystkie pieniądze świata należą do kapłana zwierzchnika.
Wszystkie pieniądze świata pracują na niego, nawet te, które w tej chwili znajdują się w twojej kieszeni. Nie dziw się. Pokażę, jak to się odbywa i za pomocą czego, i dlaczego woli mieszkać nie w zamku, otoczonym ochroniarzami, a powszedność przedkłada nad bogactwo.
Nie ma ochroniarzy, bo dobrze wie, że im większa władza, widoczna dla wszystkich, tym większa ochrona jest niezbędna. Wiadomo jednak, że żadna ochrona z ludzi, nawet setek tysięcy, ziemskiego władcy nie ochroni. Były przypadki, kiedy właśnie ochroniarze okazywali się zdrajcami i zabijali swojego władcę. Do tego wszystkiego ochroniarze sprawiają wiele kłopotów.
Są takie momenty, kiedy władca musi się podporządkować ochroniarzom. Trzeba też ich powiadamiać
0 swoich planach, o swoich podróżach. Człowiek z ochroną zawsze znajduje się pod obserwacją, a to utrud¬nia myślenie. Pewniej i łatwiej jest ukrywać swoje prawdziwe oblicze, a tym samym wykluczyć intrygi wrogów,innych kandydatów do władzy lub zwykłych fanatyków.
Teraz pewnie się zastanawiasz: "Jak można kierować ogromną rzeszą ludzi, nie mając pomocników, do¬radców, dyrektorów, nie pisząc ustaw i nie karząc winnych?"
Otóż to proste, od dawna bowiem większość ludzi jest pogrążona w okultyzmie.
Kapłan zwierzchnik dobrze się zna na chwytach okultyzniu. Ma i pomocników, i namiestników, ustawodaw¬ców, katów i więzienia. Są armie i ich dowódcy, ale żaden z tych, którzy wykonują jego wolę, nawet nie podej¬rzewa, kto i jakim sposobem mu rozkazuje. A jest bardzo prosty ten niewidoczny i niebezpośredni system za¬rządzania.
W każdym kraju, w małych i wielkich miastach są ludzie, którzy nagle zaczynają słyszeć głosy, nadchodzą¬ce nie wiadomo skąd. Głos niewiadomego pochodzenia może również człowiekowi nakazać coś uczynić i człowiek podporządkuje się temu rozkazowi. Bywa, że ten głos słyszy na jawie, a bywa, że nie rozumie, cosię z nim dzieje: nagle rodzi się jakieś niezwykle pragnienie i człowiek czyni to, co mu rozkazano.
Takie zjawiska znane są współczesnej nauce. Ich istotę od dawna próbują ustalić lekarze psychiatrzy i na¬ukowcy z innych dziedzin, lecz nadaremnie. Podobne zjawiska uznaje się obecnie za chorobę psychiczną.
Osoby, które przychodzą do lekarza i skarżą się, że słyszą rozkazujące im głosy, zostają natychmiast odizoło-wane w szpitalach. Jakich? Szpitale te nazywa się psychiatrycznymi i w wielu krajach wyglądają one niczym więzienia. Jest ich mnóstwo i w Stanach, i w Europie, i w Rosji. Leczą tam różnymi tabletkami, zastrzykami, by uspokoić psychikę tych ludzi. Pewnie, że po lekach długo śpią, stają się powolni, a ich odczuwanie jest przytę¬pione. Niektórzy z nich przestają słyszeć głosy na jawie, a inni ukrywają to przed lekarzami, by wydostać się ze szpitala-więzienia.
Nie wszyscy jednak zwracają się do lekarza z takim problemem. Wyobraź więc sobie, że podporządkowa¬ny głosowi człowiek ma dojście do broni atomowej lub kieruje armią, a może nawet ochrania pojemnik ze śmiercionośnymi bakteriami. A głos wydaje mu rozkaz...
Nauka nie zdołała określić pochodzenia tego niezwykłego zjawiska. Może zresztą dzisiaj już istnieje takie wyjaśnienie, ale naukowcy boją się to obwieścić. Niepotrzebnie. Dawno już należało się zastanowić nad taką prostą sprawą: skoro jest osoba, która odbiera sygnały, to z pewnością istnieje też nadajnik.
Kapłan zwierzchnik i jego pomocnicy znają sposób przekazywania głosu-rozkazu. Mają też wiedzę o tym, jaki typ człowieka kształtuje każda z religii. To właśnie kapłani są założycielami religii okultyzmu. Ułatwiają im one kierowanie ludźmi. Fanatyk, który uwierzył w nierealny świat i ma predyspozycje do odbierania głosu, przypomina biorobota i wykona pokornie każdy rozkaz.
Kapłan zwierzchnik i jego pomocnicy wiedzą, jak skłócić ludzi, podjudzić do wojny wyznawców różnych re¬ligii. Przyczyn wojen jest wiele, ale zawsze w każdej wojnie główną rolę odgrywały różnice religijne. Media i wszystko, co głoszą ludzie, też podlega kapłanom. Oni wcale nie muszą kierować stacjami telewizyjnymi ani ręką tego, który pisze. Wystarczy jedynie stworzyć warunki, w których wszystkie środki masowego przekazu będą pracować dla pieniędzy. Na przykład reklama jakiegoś towaru w telewizji staje się coraz bardziej wyrafi¬nowana, natarczywa i agresywna. Każdy psycholog powie, że ona nie jest niczym innym, jak tylko agresyw¬nym manipulowaniem ludźmi. Jak zwykle, nie dla ich dobra, lecz na ich niekorzyść. Bez skrupułów wmawia się ludziom, że bez rekłamy nie można żyć, bo ona przynosi telewizji dochody. A tak naprawdę za każdą re¬klamę płaci konsument, kupując pod jej wpływem towary. W cenie towaru zawarte są pieniądze na rekłamę. Czyż taka sytuacja nie jest smutna? A pieniądze te są potężnym motorem działałności kapłana.
Wspomniałam, że nawet te pieniądze, które leżą w twojej kieszeni, też służą zwierzchnikowi kapłanów, a odbywa się to tak: W zagmatwanym systemie bankowym tkwi jedna prosta reguła. Pieniądze wzięte przez kogoś z banku pomnażają bankowy kapitał. Na przykład państwo bierze kredyt w banku międzynarodowym. Oddawać będzie znacznie więcej niż wzięło, z dużymi odsetkami. Skąd weźmie się ta nadwyżka? Płacisz po¬datki ty, a nawet emeryt, kupując pół chleba, bo w jego cenie też jest podatek. Więc te odsetki albo ich część będą oddane do międzynarodowego banku.
Kwitnie kapitał, ale czyj? Zwierzchnika kapłanów. Nie dotykając kapitału, kieruje potoki pieniędzy na wojny, okultystyczne czyny lub na produkcję śmiercionośnych leków. A jego cel jest tak prosty! Zawładnęła nim pycha i to ona próbuje stworzyć i utrzymać w ryzach swój świat, różniący się od stworzonego przez Boga.
Kapłanom udaje się częściowo osiągnąć ten cel. Pomaga im w tym ludzka krzątanina. Oni sami też ten za¬męt pośród ludzi sieją. Zwróć uwagę, Władimirze, zakrzątani od rana do nocy ludzie nie zauważają, że otrzymują coraz mniej informacji, że coraz bezwzględniej obejmuje się tabu jeden temat: czy droga, którą teraz idzie ludzkość, jest właściwa?
Wielu z nich, gdyby się tylko uwolnili od codziennej krzątaniny, potrafiłoby określić, że droga, którą idziemy, jest wątpliwa, gdy z każdym rokiem wzrasta liczba zachorowań, nie kończą się wojny i coraz częściej stajemy się świadkami różnych katastrof, lecz ta krzątanina! To właśnie ona nie pozwała nam myśleć, natomiast kapłan myśli nieustannie i buduje swoje plany, i urzeczywistnia je rękoma wielu ludzi". |
A teraz jak do tego doszło - historia ludzkości wg Anastazji:
| Cytat: | Ludzie zamieszkują Ziemię od miliardów lat. Wszystko na Ziemi od zarania stworzone było w sposób do¬skonały. Drzewa, trawa, pszczoły i cały świat zwierzęcy. Wszystko, co istniało, miało łączność ze sobą i z ca¬łym Wszechświatem. Nad wszystkimi stworzeniami góruje człowiek. On także był od zarania doskonały, stwo¬rzony w wielkiej harmonii.
Przeznaczeniem człowieka jest poznanie całego otoczenia i tworzenie wspaniałego Wszechświata. Powi¬nien on tworzyć w innych galaktykach podobieństwo ziemskiego świata oraz do każdego ziemskiego stworze¬nia dodawać coś swojego, wspaniałego.
Gdy tylko człowiek będzie mógł pokonać pokusy, zostaną przed nim odkryte drogi do tworzenia na innych planetach. Gdy posiadane przez siebie wielkie energie Wszechświata potrafi utrzymać w ryzach i żadnej z nich nie pozwoli osiągnąć przewagi nad pozostałymi.
Sygnałem do otwarcia drogi tworzenia we Wszechświecie będzie dzień, w którym Ziemia stanie się rajskim ogrodem. Wtedy człowiek uświadomi sobie całą harmonię Ziemi i będzie mógł dodać od siebie coś wspaniałe¬go. Człowiek ocenia rezultat swoich czynów jeden raz na milion przeżytych lat. Jeśli popełnił błąd, jeśli dopu¬ścił do tego, że zdobyła w nim przewagę tylko jedna spośród mnóstwa istniejących energii, przy czym pozo¬stałe były poniżane, to wtedy na Ziemi następowała katastrofa. Później wszystko zaczynało się na nowo. Tak było wiele razy.
Jedna epoka ludzkości, trwająca milion lat, dzieliła się na trzy okresy. Pierwszy - Wiedyzm (od słowa "wie¬dzieć"), drugi - Obrazowy, trzeci - Okultyzmu.
Pierwszy okres życia ludzi na Ziemi, czyli Wiedyzm, trwa dziewięćset dziewięćdziesiąt tysięcy lat. W tym okresie człowiek żyje w raju jak szczęśliwe dziecko dorastające pod opieką rodziców.
W okresie Wiedyzmu człowiek zna Boga. Wszystkie uczucia Boga są w człowieku obecne i dzięki nim czło-
wiek może uzyskać od Boga radę. Jeśli nawet popełni błąd, to Bóg może go naprawić, dając jedynie podpo¬wiedz - bez zakłócania harmonii, bez ograniczania wolnej woli człowieka.
W okresie Wiedyzmu nie rodziły się w człowieku pytania: kto i jak stworzył świat, Wszechświat, galaktyki, planety i wspaniałą Ziemię? ludzie wiedzieli: wszystko, co ich otacza, widzialne i niewidzialne, stworzył ich Oj¬ciec - Bóg.
Ojciec jest wszędzie! To co rośnie i żyje naokoło - to Jego żywe myśli i Jego program. Z myślami Ojca można się również kontaktować poprzez własne myśli. Można również Jego program udoskonalać, tylko nale¬ży go zrozumieć w szczegółach.
Przed Bogiem człowiek nie klęka, a mnóstwo powstałych później religii nie istniało w okresie Wiedyzmu. Istniała wtedy wielka kultura życia. Boski był obraz życia ludzi.
Nie istniały choroby ciała. Odżywiając się i w ubrania Boskie ubierając, człowiek o jedzeniu i ubraniach nie myślał. Jego myśli były zaprzątnięte czymś innym.
Myśl zachwycała się wynalazkiem, wtedy ani nie było granic określających dzisiejsze państwa, ani nie kie¬rował ludzkim społeczeństwem rząd.
Społeczność ludzka na Ziemi składała się ze szczęśliwych rodzin. Rodziny zamieszkiwały różne kontynen¬ty. Wszystkich łączyło dążenie do tworzenia wspaniałej przestrzeni.
Dokonywano wtedy wielu wynalazków, a każda rodzina, odkrywszy jakąś wspaniałość, odczuwała potrze¬bę podzielenia się nią z innymi Energia Miłości tworzyła rodziny. Każdy przy tym wiedział: nowa rodzina stwo¬rzy jeszcze jedną najwspanialszą oazę na rodzinnej planecie.
Świąt, obrzędów i karnawałów u ludzi z okresu Wiedyzmu było wiele. Wszystkie one były wypełnione wiel¬kim sensem i uczuciami, uświadomieniem sobie realiów Ziemskiego Boskiego Bytu.
(...)
Przed końcem epoki Wiedyzmu odkryto wielki wynalazek. Ludzie dokonali odkrycia, które nie miało rów¬nych, w całej historii ludzkich cywilizacji na Ziemi. Ludzie doznali na jawie siły kolektywnego myślenia. Myśl człowieka to energia, której nic nie dorówna w przestrzeni. Ona może stworzyć wspaniały świat lub broń, zdol¬ną zniszczyć całą planetę. Cała materia bez wyjątku, którą my widzimy, stworzona została myślą. Przyroda, świat zwierząt, sam człowiek - w wielkim natchnieniu zostali stworzeni boską myślą.
Mnóstwo sztucznych przedmiotów, samochody, mechanizmy, które dzisiaj widzimy, stworzyła myśl czło¬wieka. Możesz zaprzeczyć i powiedzieć, że to ręce człowieka robią. Tak, ręce, jednakże na początku myśl tworzy każdy detal.
Uważa się, że myśl dzisiaj jest doskonalsza niż ta, którą miał człowiek w przeszłości, lecz to nieprawda. Myśl człowieka epoki Wiedyzmu miliony razy przerastała prędkością i zasięgiem informacji myśl współczesne¬go człowieka. Jako dowód może służyć to, że my z przeszłości pobieramy wiedzę o roślinach stosowanych w leczeniu i odżywianiu. Mechanizm natury jest znacznie doskonalszy i bardziej skomplikowany niż sztuczne rzeczy.
Człowiek nie tylko zwierzęta powołał do służby, nie tylko określił przeznaczenie wszystkich roślin. Kiedy zrozumiał moc kolektywnej myśli, to zaczął przy jej pomocy kierować pogodą, zmusił źródła, by wybijały z zie¬mi. Jeśli nieostrożnie postępować myślą, to można w locie zniszczyć ptaka. Można też wpływać na życie da¬lekiej gwiazdy, hodując na gwiazdach ogrody, lub niszczyć te gwiazdy, l to wszystko było człowiekowi dane. Dzisiaj każdy wie, jak stanąwszy na drodze rozwoju technicznego, człowiek budował rakiety, by móc latać do gwiazd, l co, byliście na Księżycu, straciliście wiele środków i sił i tym samym zaszkodziliście Ziemi. Nato¬miast na Księżycu nic nie zmieniliście.
Taki sposób postępowania nie ma perspektyw, jest skazany na klęskę i niebezpieczny dla wszystkich ludzi Ziemi i innych planet. Jest inny sposób, bardziej doskonały.
Samą tylko myślą można wyhodować kwiatek na Księżycu, stworzyć odpowiednią dla człowieka atmosfe¬rę, posadzić ogród i na jawie z ukochaną swoją w tym ogrodzie zaistnieć. Tylko przedtem myśl powinna całą Ziemię zmienić we wspaniały rajski ogród. Uczynić to należy tylko kolektywną myślą. Ona jest tak mocna, że
nie ma we Wszechświecie takiej energii, która by mogła przeciwstawiać się jej działaniu. Materia i technika dzisiaj też są odbiciem kolektywnej myśli. Wszystkie maszyny i nowoczesną broń ona wynalazła. Jednak wte¬dy energia jej była tak wielka, że wielotonowe głazy mogło przesuwać jedynie dziewięć osób. Żeby było łatwiej i z większą korzyścią dla większości, a przy tym bez tracenia czasu na zbieranie się ludzi w jedym miejscu, lu¬dzie wymyślili obrazy różnych bogów i za ich pomocą zaczęli kierować przyrodą.
Pojawił się Bóg słońca, miłości, ognia, deszczu i płodności. Wszystko, co było im potrzebne, ludzie tworzy¬li przez obrazy, na których koncentrowała się ich myśl. Wiele korzystnych spraw załatwiało się w taki sposób. Na przykład jeśli niezbędny był deszcz, to człowiek kierował swoją myśl w stronę obrazu Boga deszczu. A je¬śli faktycznie ten deszcz był niezbędny, to wielu ludzi jednocześnie kierowało swoją myśl do obrazu Boga deszczu. Kiedy ten obraz wypełnił się wystarczającą energią, to zbierały się chmury i padał deszcz, podlewa¬jąc pola. Bezgraniczne możliwości dała człowiekowi boska przyroda. Gdyby człowiek zdołał przemóc pokusę bezgranicznej władzy, utrzymując w równowadze w sobie wszystkie energie Wszechświata, to wtedy w in¬nych galaktykach powstałyby ogrody jako płód myśli ludzkiej. Wtedy człowiek mógłby również uszczęśliwić sobą inne światy. Etap, który nazywał się "obrazowym", kwitł. Człowiek w nim, tworząc, czuł się bogiem. Prze¬cież kim jeszcze syn Boga mógłby być?
Etap ten, który nazywa się Obrazowym, trwa dziewięć tysięcy lat. Bóg nie wtrąca się w czyny człowieka, a różnorodne energie Wszechświata podniecają się sobą, kusząc człowieka. Cząstki wszystkich energii Wszechświata istnieją w człowieku i jest ich mnóstwo, i są sobie przeciwległe, ale wszystkie te cząsteczki energii powinny być w równowadze w człowieku, łącząc się w harmonijną jedność. Gdy się uda chociażby jed¬nej wychylić, to inne natychmiast są tłumione, zakłóca się harmonię i wtedy... Wtedy zmienia się i dysharmo-nizuje Ziemia. Obraz może prowadzić ludzi do wspaniałości, a jednocześnie do unicestwienia, jeśli wewnątrz zakłóca się jedność.
(...)
Wykorzystując wynalazek swoich wielkich możliwości, ludzie z zafascynowaniem tworzyli życie planety. Jednak stało się tak, że na początku epoki Obrazowej tylko sześć osób nie potrafiło utrzymać w sobie bilansu energii Wszechświata, którymi Bóg obdarzył człowieka przy stworzeniu. Oni być może mieli się pojawić po to, żeby poddać ludzkość próbie.
Wpierw tylko w jednym z tych sześciu wzięła górę energia wielkości i samouwielbienia, następnie w dru¬gim, trzecim i wreszcie w szóstym. Na początku oni się nie spotykali, żyli osobno, jednak podobieństwa się przyciągają. Skierowali swoją myśl na to, by stać się władcami wszystkich ludzi na Ziemi. Było ich sześciu, a przed ludźmi nazwali siebie kapłanami.
Reinkarnując z wieku na wiek, oni żyją i do dzisiaj. Jedynie tych sześciu ludzi kieruje dzisiaj ludzkością ca¬łej Ziemi - są to kapłani. Ich dynastia liczy dziesięć tysięcy lat. Z pokolenia na pokolenie przekazują swoją okultystyczną wiedzę, naukę obrazowości, która też częściowo jest im znana. Przed zwykłymi ludźmi staran¬nie ukrywają wiedzę epoki Wiedyzmu. Wśród tych sześciu jest główny, który nazywa się zwierzchnikiem - on siebie uważa i dzisiaj za najważniejszego władcę nad ludzkim społeczeństwem. Ten główny kapłan już po kil¬ku frazach przeze mnie wymówionych, a przez ciebie przytoczonych w książkach oraz po reakcji na nie wielu ludzi zaczął podejrzewać, kim ja w rzeczywistości jestem. On tak na wszelki wypadek wcale nie mocnymi siła¬mi próbował mnie zniszczyć. Jemu się nie udało, czemu bardzo się zdziwił. Spróbował więc mocniejszych swoich sił użyć, wciąż nie dowiadując się, kim jestem.
(...)
Byli chętni i są, z historii znanych jest wiele imion ludzi próbujących siłą zawładnąć całą Ziemią. Nigdy jed¬nak nikomu z nich nie udało się zdobyć władzy nad światem. Kiedy byli już blisko zdobycia tej całkowitej wła¬dzy, to zawsze obowiązkowo coś się wydarzało, w rezultacie wojsko i pretendent na światowego władcę uni¬cestwiali się.
A państwo, które porwało się na władzę nad całym światem, przedtem będące mocne i bogate, nagle sta¬wało się przeciętne. Zawsze tak się zdarzało przez ostatnie dziesięć tysięcy lat, jak myślisz, dlaczego? Wszystko dlatego, że w świecie już od dawna istnieje tajny władca. On gra państwami, ich rządami i ludźmi. Nazywa siebie najwyższym kapłanem całej Ziemi, a jego pięciu pomocników też określa siebie kapłanami.
Zwróć uwagę na jeszcze jeden fakt, Władimirze. Przez tysiąclecia nie ustawały wojny w różnych stronach świata. W każdym państwie nasilają się choroby, rozboje, kataklizmy, ale nikomu nie wolno odpowiedzieć na takie pytanie: czy naprawdę ludzka cywilizacja podąża torem rozwoju, czy wręcz przeciwnie, degraduje się z każdym dniem?
A odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, tylko trzeba przyjrzeć się wpierw temu, jak kapłani doszli do swojej władzy i jak im się udaje utrzymać ją do tej pory. Pierwszym ich osiągnięciem prowadzącym do tajnego celu było zbudowanie państwa egipskiego. Dzisiaj historia Egiptu jest znana dokładniej niż jakakolwiek inna. Ty też mógłbyś wiele tajemnic poznać, gdybyś wziął z tej historii fakty, odrzucając mistykę i komentarze.
Fakt pierwszy: w historii Egiptu głównym władcą był faraon, opisano wiele osiągnięć wojennych i klęsk fara¬onów. Ich majestatyczne grobowce do tej pory poruszają wyobraźnię i nawołują naukowców do rozwiązania tajemnicy. Ale przecież właśnie ta majestatyczność piramid oddala od głównej tajemnicy.
Faraon był uważany nie tylko za wielkiego władcę, ale także był czczony jako bóg. Ludzie więc i do niego zwracali się z prośbami, żeby spadł deszcz, żeby rok był urodzajny, żeby nie wiały gorące wiatry.
Historia może nam opowiedzieć o wielu faktycznych czynach faraonów, ale gdy zapoznasz się ze wszystki¬mi tymi faktami z życia faraonów, wtedy zapytaj siebie, czy mógłby któryś z nich tak naprawdę być jednocze¬śnie władcą wielkiego państwa i bogiem nad ludźmi? Porównując te fakty, dojdziesz do wniosku, że był on je¬dynie marionetką w rękach kapłanów. Fakty te są nam znane z historii. W epoce faraonów w majestatycznych świątyniach rządzili kapłani, a wśród nich był jeden zwierzchnik kapłański. Pod ich nadzorem zawsze uczyło się kilku kandydatów na faraona. Wszystko, co tylko chcieli, wpajali chłopcom. Między innymi to, że faraon wybrany jest przez Boga. Przy tym jeszcze kłamali, że ten główny kapłan słyszał mowę Boga w tajnej świąty¬ni. Później kapłani decydowali, który z kandydatów ma zostać faraonem.
l przychodził ten dzień, na majestatycznym tronie zasiadał nowy faraon, ubrany w specjalne szaty i trzyma¬jący w rękach symbole. Wobec ludzi wyglądał jak wszechwładny król i bóg. Tylko kapłani wiedzieli: na tronie zasiada ich biorobot. Oni dokładnie wiedzieli, obserwując jego charakter od dzieciństwa, jak będzie rządzić i jakie dary przekaże, by dogodzić kapłanom.
Niektórzy faraonowie próbowali wyjść spod władzy zwierzchnika kapłanów, ale to było rzadkością i nigdy żadnemu z nich nie udało się zostać wolnym człowiekiem, władza kapłana bowiem jest niewidoczna, w prze¬ciwieństwie do bogactwa noszonych przez faraona szat. Przecież nawet na chwilę nie słabnie władza kapłana nad każdym z tych władców. Władza ta bowiem nie wymaga rozkazu słownego lub jawnego obcowania. W wielu podwładnych ona usadawia się pod wpływem wpajania fałszu o budowie świata. Gdyby faraon mógł spokojnie myśleć, oczyściwszy się z tych obrazów, które mu wpajano, to być może potrafiłby stać się człowie¬kiem.
Jednak wszystko tak było od początku wymyślone, że faraon nic był w stanie wyswobodzić się z pęt co¬dziennej krzątaniny.
Marność nad marnościami! Z różnych zakątków ogromnego państwa niosą do niego potoki informacji zwia¬stuni, pisarze, namiestnicy. Należało podejmować szybkie decyzje. A tu jeszcze wojna, która wszystkie myśli zakłóca. Pędzi więc faraon na swoim rydwanie, jednych chwali, drugim rozdaje nagrody, często sam nawet nie dosypia. Kapłan w tym czasie spokojnie rozmyśla i w tym tkwi jego przewaga. Kapłan obmyśla plan, jak wziąć w swoje ręce władzę nad całym światem, l nawet zamierza się na coś większego: jak stworzyć swój świat, który różniłby się od tego stworzonego przez Boga.
Czym jest dla niego ten chłopczyk, głupi faraon i tłumy jego podwadnych? Wszyscy są dla niego zabawka¬mi. Kapłani potajemnie poznawali naukę obrazowości, a ludzie coraz bardziej zapominali prawa natury. To właśnie ci kapłani, Władimirze, energię, wzajemnego oddziaływania ludzi z żywymi boskimi stworzeniami przyrody przyciągnęli do wymyślonych przez siebie świątyń, odżywiali się nią - tą energią ludzi, nie oddając jej z powrotem.
Dla każdego to, co było jawne w epoce Wiedyzmu, nagle stało się tajne. Naród zaczął zasypiać jak zahip¬notyzowany, jak w półśnie bezmyślnie wykonując rozkazy. Rujnował ten lud boski świat natury a sztuczny bu¬dował kapłanom ku zadowoleniu. W ścisłej tajemnicy utrzymywali kapłani swoją naukę. Nie śmieli nawet zapi¬sywać tego wszystkiego na papirusach. Wynaleźli nawet swój język, żeby się ze sobą porozumiewać, też mo¬żesz dowiedzieć się tego z historii. Język ten był dla nich niezbędny, żeby przez przypadek nikt nie poznał ich tajemnicy. Tak i do dziś przekazują kolejnym pokoleniom kapłanów te nieskomplikowane tajemnice.
Sześć tysięcy lat wstecz kapłan zwierzchnik, jeden z tych sześciu, zapragnął zapanować nad całym świa¬tem. On tak rozmyślał: "Wojenną ścieżką, armiami faraonów nie uda się odebrać władzy, nawet gdy nauczę przywódców wojskowych używać doskonalszej broni od innych. Co może osiągnąć armia bezmyślnych głup¬ków? Nagrabią złota, ale i tak mamy go w nadmiarze. Niewolników też jest nadmiar, a od nich emanuje niedo¬bra energia, z rąk niewolnika nie należy brać pożywienia, jest bowiem niesmaczne i szkodliwe. Należy ujarz¬miać dusze ludzkie, a całą energię ich czułej miłości skierować na siebie. Ale tu nie armia jest potrzebna, lecz myśl oparta na nauce. Nauka obrazowości - to ona jest moją niewidzialną armią. Im głębiej ją poznam, tym bardziej oddana będzie mi armia. Im mniej będzie wiedział tłum pogrążony w okultyzmie i nierealności, tym mocniej będzie mi podporządkowany".
Kapłan zwierzchnik stworzył swój plan. Do dziś widać jego odbicie w zdarzeniach historii ostatnich sześciu tysięcy lat. Każdemu są znane nie tak dawne zdarzenia, które różnią się tylko sposobem ich przekazania. Ale spróbuj określić je sam, wtedy ujrzysz prawdę. Zobacz.
Na naradzie tych sześciu kapłanów został przedstawiony plan, który później był znany wielu ludziom, Biblia bowiem - Stary Testament o nim opowiada. Kapłan Mojżesz na polecenie głównego kapłana wyprowadza z Egiptu lud żydowski, któremu zapewniano wspaniałe życie na Ziemi Obiecanej, przygotowanej przez Boga dla ludu żydowskiego. Ogłaszają więc naród żydowski wybranym przez Boga. Ponętna obietnica podnieca umysły i część ludu idzie za Mojżeszem, który przez 40 lat wodzi ludzi po pustyni. Pomocnicy kapłana stale prawią kazania, mówią o tym, że Żydzi są uprzywilejowani i wybrani oraz zmuszają do podbijania i grabieży miast, i to wszystko w imieniu Jego, Boga. A kiedy któryś przejrzał na oczy i, rozumiejąc tę psychozę, stanow¬czo domagał się powrotu do dawnego życia, to ogłaszają, że jest grzesznikiem, i nakazują mu poprawę, i da¬ją czas. Jeśli się nie zmieni, to zabijają. Nie w swoim imieniu to czynią, lecz zasłaniają się imieniem Boga.
Nie opowiadam tobie ani snów, ani wymysłów. Każdy sam o tym się przekona, znajdując odpowiedzi w Starym Testamencie - Wielkiej Historycznej Księdze. Prawdziwe wydarzenie historyczne każdy potrafi uj¬rzeć, gdy z lekka się przebudzi z hipnotycznego snu tysiącleci i przeczyta, w jaki sposób był zakodowany ży¬dowski lud i przemienieni w wojsko kapłani. Później, wyjawiwszy zdolności do pojmowania Wszechświata, Je¬zus podjął próbę rozkodowania tego narodu, starając się zapobiec kapłańskim zamiarom. Wędrując wśród mędrców, starał się on po ziarenku poznać naukę obrazowości. Poznawszy już wiele, zdecydował się urato¬wać swój żydowski naród. Zdołał stworzyć swoją religię, żeby mogła przeciwstawiać się temu okropieństwu.
Ta religia nie była stworzona dla wszystkich ludzi na Ziemi, lecz przeznaczona tylko dla ludu żydowskiego. On sam o tym nieraz mówił. Jego słowa zapisane zostały przez jego uczniów.
"A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha«, lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to pode¬szli Jego uczniowie i prosili Go: »0dpraw ją, bo krzyczy za nami!« lecz On odpowiedział: »Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu lzraela«. [Ewangelia według św. Mateusza 15,22-24] Co oznaczają słowa: "Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela"? Dlaczego nauka Jezusa jest tylko dla Ży¬dów? Dlaczego On uważa, że żydowski lud jest zagubiony?
Zapewniam cię, Władimirze, iż Jezus rozumiał, że podczas czterdziestoletniego kodowania na pustyni synajskiej większa część Żydów była pogrążona w hipnotycznym śnie. Ta część i sam Mojżesz byli narzędziami w rękach zwierzchnika kapłanów. Oni byli jego żołnierzami, których zobowiązał, by dla zaspokojenie jego ego zdobyli władzę nad ludzkością całej Ziemi. Więc oni przez tysiąclecia będą walczyć w różnych zakątkach Zie¬mi. Bronią ich nie będzie prymitywny miecz ani kula, lecz przebiegłość i stworzenie obrazu życia, przy którym wszystkie narody podporządkują się okultyzmowi, a więc kapłańskiemu egoizmowi. Będą walczyć, nie żałując siebie.
"Każda walka jednak przewiduje obecność przeciwników - pomyślałeś Władimirze - a jeśli tak jest, to gdzie są ofiary? W walce każda strona ponosi ofiary".
W różnych źródłach historycznych wspomina się daty zdarzeń, które udowadniają tę prawdę. Żeby wspo¬móc poszukiwanie tych strasznych dat, ja tobie zaraz kilka z nich przytoczę. Jeśli zechcesz, to sam poszu¬kasz ich historycznego potwierdzenia. Dzisiaj wszystkim wiadomo, jak od terroru giną dzieci i starzy ludzie w Izraelu. Nie tak dawno była wojna, którą nazywaliście II wojną światową. Są dokumenty mówiące o totalnym zniszczeniu narodu żydowskiego: starców i dzieci, matki i młocie kobiety, noszące w sobie nowe życie, mło¬dzieńców, którzy nie doznali jeszcze miłości palili w piecach, truli gazem i za życia grzebali w zbiorowych mo¬giłach.
Zginął nie jeden, nie stu, nie tysiąc, ale miliony ludzi w bestialski sposób wymordowano w krótkim czasie. Za to historycy obciążają Hitlera, ale kto był winien rzezi w innych czasach: rok 1113, Ruś Kijowska. Nagle wybuchło narodowe oburzenie przeciwko Żydom. W Kijowie i innych miastach Rusi grabiono żydowskie do¬my, palono, Żydów mordowano, nie litując się nawet nad dziećmi. Lud Rusi, opętany bestialską złością, był w stanie znieść nawet rządzące hrabiostwo.
Hrabiowie ci zebrali się na naradę i uchwalili ustawę: "Od dziś z całej Ziemi rosyjskiej należy wygnać wszystkich Żydów i w przyszłości ich tu nie wpuszczać. Tych, którzy potajemnie tu przyjdą, ograbiać i zabijać". W 1290 roku nagle zaczynają mordować Żydów w Anglii. Rząd też wygnał żydowski lud z kraju.
W 1492 roku rozpoczęły się żydowskie pogromy w Hiszpanii. Nad wszystkimi Żydami zawisła groza wy¬niszczenia, więc byli zmuszeni opuścić kraj. Ludzie różnych państw zaczęli nienawidzić Żydów od momentu ich wyjścia z synajskiej pustyni. Nienawiść gromadziła się w wielu narodach, przemieniając się to tu, to tam w okrutne pogromy i morderstwa.
Przytoczyłam daty tylko tych bezwzględnych pogromów, o których sam możesz przeczytać w napisanej przez ludzi historii. Oprócz tych, żydowski lud miał jeszcze bardzo wiele konfliktów. Owszem, każdy z nich jest mniej znaczący od tych wszystkim znanych. Natomiast jeśli mnóstwo niewielkich konfliktów połączyć w jed¬ność, to one się ukażą w niewyobrażalnej skali, w najstraszniejszej z najstraszniejszych.
Gdy tak już się zdarza przez kilka tysiącleci, to wniosek nasuwa się sam - lud żydowski jest winien przed ludźmi, tylko w czym tkwi jego wina? Starożytni historycy i współcześni twierdzą, że oni knują spisek przeciw¬ko władzom, próbują wszystkich omamić od małego do dużego. Człowiekowi biednemu próbują podstępem zabrać ostatnią koszulę, a bogatego puścić z torbami, a właśnie to potwierdza ten fakt, że wśród Żydów jest wielu bogatych, którzy mają wpływ na rząd.
Ale nasuwa się jedno pytanie, zadaj je sobie: na ile jest prawy i uczciwy ten, kogo oszukał Żyd? Czy ten, kto zgromadził bogactwa, osiągnął je uczciwie? A czy ten, kto ma władzę, jest wystarczająco mądry, skoro z łatwością można go oszukać? Zwłaszcza wielu rządzących jest uzależnionych, a Żydzi właśnie to przedsta¬wiają. Można długo dyskutować na ten temat, jednak odpowiedź jest prosta. W świecie okultyzmu wszyscy żyją w oszustwie. W takim razie czy warto tylko sądzić tego, który osiągnął więcej od innych?
A co do żydowskiego ludu, to na jego miejscu mógłby być każdy z obecnych ludzi. Każdy, gdyby był pod¬dany kodowaniu na tak niespotykaną skalę, przez czterdzieści lat błądząc po pustyni, słuchając tylko okulty¬stycznych przemówień, nie widząc nic stworzonego przez Boga. Jezus próbował uwolnić swój naród z tego zakodowania, dla niego On wymyślił nową religię, która różni się od wcześniejszej. Na przykład w przeciwień¬stwie do tego, gdzie było powiedziane: .,0ko za oko, ząb za ząb", On mówił: "Uderzony w prawy policzek, nadstaw lewy", lub gdzie było powiedziane: "Ty jesteś wybranym narodem wśród innych", on mówił: "Jesteś Bożym Barankiem"...
Mógłby Jezus i prawdę powiedzieć swojemu narodowi, powiedzieć o czasach Wiedyzmu, o tym, że czło¬wiek mógłby szczęśliwie żyć w swojej rodzinnej ziemi, mając do czynienia z tym, co stworzył Ojciec Stwórca.
Byłoby to daremne, bo żydowski lud był już zakodowany, wierzył tylko w okultyzm, a nierealny świat wywierał presję na jego podświadomość. Wtedy Jezus zdecydował się działać w sposób okultystyczny, tworząc okulty¬styczną religię.
Kapłan zwierzchnik rozszyfrował plany Jezusa, niejeden rok musiała pracować jego myśl, aż znalazło się rozwiązanie, które wydawało się genialne, on bowiem podjął taką decyzję: "Z nauką Jezusa nie ma sensu walczyć. Przy pomocy moich żołnierzy żydowskich religię tę należy wpoić w świadomość ludzi na całej Ziemi, przy czym w Izraelu zostawić starą religię". Tak więc się stało, jak postanowił zwierzchnik kapłanów.
Powstały więc i istnieją w tym samym czasie dwie różne w istocie fiłozofie. Jedna głosi: Żydzi to wybrany naród, jak uczył Mojżesz, i wszyscy powinni mu się podporządkować. Druga mówi słowami Jezusa: wszyscy są równi przed Bogiem. Ludzie nie powinni wywyższać się ponad innych, a największego swojego wroga na¬leży kochać.
Rozumiał kapłan, że jeśli się uda cały świat objąć religią chrześcijańską, która wszystkich nawołuje do mi¬łości i pokory, zostawiając przy tym judaizm, gdzie jeden nad drugiego się wywyższa, to świat zostanie za¬władnięty. Świat uklęknie przed Żydami, lecz oni są jedynie żołnierzami. Świat pokłoni się więc kapłanowi. Po¬szli więc w świat głosiciele, szczerze próbując wprowadzać nową religię. Religię Jezusa?
Niecałkowicie. Teraz do niej od kapłana było dodane niemało. Co było później, dobrze wiesz. Padł Rzym, wielkie imperium zniszczyli nie wrogowie z zewnątrz. Rzym był burzony od środka, bo uznał chrześcijaństwo. Imperatorzy natomiast uważali, że chrześcijaństwo umacnia ich władzę. Bardzo im schlebiał taki postulat: każda władza jest od Boga, a władca-imperator przez Boską łaskę jest namaszczony.
W czwartym wieku oficjalnie i faktycznie chrześcijaństwo opanowało Rzym. Z radością główny kapłan tele-patycznie wydał rozkaz bizantyjskiemu imperatorowi, w rezultacie chrześcijański Rzym pali aleksandryjską bi¬bliotekę doszczętnie. Ogółem spalono siedemset tysięcy i trzydzieści trzy tomy.
Stosy ksiąg i starożytnych papirusów płonęły w wielu miastach. Palono księgi epoki pogańskiej, jednak by¬ły wśród tych ksiąg również te rzadkie, w których pisało się o wiedzy, doświadczeniach ludzi epoki Wiedyzmu. Nie spalili ich. Wyciągnęli je, schowali i uczyli się w wąskim kręgu wśród wybranych, a dopiero później znisz¬czyli. Kapłan zwierzchnik był pewien, że teraz, kiedy ludzie jeszcze dalej odeszli od wiedzy praźródeł, nie na¬potka już przeszkód na swojej drodze. Wtedy ośmielił się i wydał jeszcze jeden telepatyczny rozkaz, w rezul¬tacie na drugim Soborze Konstantynopolskim została rzucona anatema na naukę, która nazywa się reinkarna¬cją.
Dlaczego? - zapytasz. Dlatego, żeby ludzie nie zastanawiali się nad sednem ziemskiego życia. Żeby my¬śleli o tym, że tylko poza Ziemią istnieje szczęśliwe życie, l właśnie tak uważają liczne narody Ziemi.
Kapłan się cieszył. Wiedział, co będzie dalej, i po kryjomu tak myślał: życia pozaziemskiego człowiek nie widział. Jak dostać się do raju, gdzie jest dobrze, a jak w piekle się nie usadowić - też nie wiadomo. No to dam mu okultystyczną podpowiedz ku radości mojego planu. Do dzisiejszych czasów różne podpowiedzi so¬bie ku radości rozdają na świecie egipscy kapłani. Jednak całkowitej władzy nad światem nie udało im się ani razu osiągnąć, nawet wtedy, kiedy został unicestwiony, jak im się wydawało, najbardziej mocny bastion po¬gańskiej kultury Rzym. Jednakże została na Ziemi mała wysepka, niepodatna na zwykle czary. Jeszcze przed Rzymem i przed pojawieniem się nauki Jezusa zwierzchnik kapłanów dawał z siebie wszystko, by zniszczyć kulturę ostatniego kraju Wiedyzmu - Rusi...
Wojna odbywała się nie za pomocą miecza. To okultyzm najeżdżał na planie niematerialnym. Głosiciele re¬ligii okultystycznej szli na Ruś, a dziesiątki ich imion możesz dzisiaj przeczytać w cerkiewnych księgach. Były ich dziesiątki tysięcy, ale błędów swoich oni nie byli winni. Byli fanatykami, a więc nie potrafili ogarnąć swoją myślą nawet milionowej części Wszechświata. Byli wiernymi żołnierzami zwierzchnika kapłanów, nie narzeka¬jąc i z oddaniem wykonując jego rozkaz, próbowali z natchnieniem wytłumaczyć ludziom, jak mają żyć. Stara¬li się mówić prawie to samo, co kiedyś mówiono w majestatycznym rzymskim państwie.
Wdrażali rytuały i proponowali, aby budować kościoły, nie przykładając wagi do ziemskiego bytu i przyrody. Mówili, że wtedy każdy osiągnie królestwo niebiańskie. Nie będę cię fatygować kazaniem, bo gdybyś zechciał, to przeczytasz, co wtedy się mówiło. Wytłumaczę ci, z jakiej przyczyny nie udało się im przez tysiąclecia nic zrobić na Rusi epoki Wiedyzmu.
Co drugi żyjący na Rusi był poetą i kpiarzem. Wielu było w tej Rusi bardów, zwanych wtedy bajanami. l tak zdarzało się w tych czasach, że żołnierze kapłana przez dziesięciolecia uskuteczniali propagandę, jak należy
czcić Boga. Już gdzieś ludzie zaczynali słuchać ich i zastanawiać się nad ich opowieściami. Bajan, gdy to zo¬baczy, uśmieje się jedynie i utoży pieśń, i zaśpiewa ją. Pieśń ta szybko rozpowszechni się na Rusi, wtedy przez następne dziesięć lat cała Ruś serdecznie się śmieje z przypowieści kapłana. Z wściekłości kapłan ata¬kuje na nowo. Jednak znowu rodzi się nowa pieśń i na nowo śmieje się Ruś.
(...)
Kapłan nie raz zmieniał swoją taktykę w tysiącletniej wojnie. Wszystko nadaremnie. Ruś nadal się śmiała z usiłowań okultyzmu. Ludzie nazywali jego głosicieli ułomnymi. W owych czasach uważano za ułomność nie fizyczne upośledzenie, lecz okultyzm. Ludzie litowali się nad upośledzonymi głosicielami, dawali im jeść, udo¬stępniali dach nad głową, tylko ich opowieści nie traktowali poważnie.
Po upływie czterystu lat kapłan zrozumiał, że nie jest mu dane podbić kraju kultury Wiedyzmu. Dokładnie określił, w czym tkwi niezwykła moc Wiedyzmu.
Niezniszczalnym fundamentem i silnymi korzeniami Wiedyzmu była Boska kultura. Obraz życia u każdego też był Boski. Każda rodzina tworzyła w swojej osadzie Przestrzeń Miłości, odczuwała jedność natury, a więc wszystko to, co stworzył Bóg.
Tak, faktycznie w epoce Wiedyzmu ludzie rozmawiali poprzez naturę z Bogiem. Nie klękali przed Nim, sta¬rali się Go zrozumieć i kochali Boga, tak jak syn czy córka kochają swoich dobrych rodziców.
Kapłan wtedy obmyślił plan, który miał przerwać rozmowy z Boskością. Należało ludzi oddzielić od ich osad, od boskich ogrodów, od ich współtworzenia z Bogiem. Całe terytorium zamieszkiwane przez Wedrus-sów rozbić na oddzielne kraje i zniszczyć ich kulturę...
Wtedy na Ruś poszli inni głosiciele. Inne były ich czyny. Teraz zaczęli szukać ludzi, których poczucie wła¬snej wartości - duma - chociaż troszeczkę się wywyższało ponad energie innych uczuć. Znalazłszy takiego człowieka, starali się rozbudzić w nim tę pychę. Działali w następujący sposób.
Wyobraź sobie, że do domu, w którym mieszka szczęśliwa rodzina przychodzi grupa szlachetnych star¬ców. Już nie próbują tak jak kiedyś głosić i uczyć życia. Wręcz odwrotnie, nagle zaczynają gospodarzowi skła¬dać hołd i ofiarowują dziwne dary, i mówią: "Myśmy weszli na górę w dalekim kraju. Nie ma wyższej od niej na Ziemi. Kiedy staliśmy na sięgającym ponad chmury szczycie, usłyszeliśmy, że jesteś najmądrzejszy na Ziemi. Ty jedyny jesteś wybrany i dla nas jest zaszczytem oddać ci hołd i obdarować prezentami, i usłyszeć twoje mądre słowa".
Kiedy zauważyli, że człowiek da się złapać na haczyk, kontynuowali swoją przebiegłą mowę: "Głos na gó¬rze nam powiedział, że ty powinieneś uszczęśliwić wszystkich ludzi na Ziemi. Nie powinieneś marnować swo¬jego drogiego czasu na inne czyny. Musisz kierować ludźmi, tylko tobie jest dane prawo decydowania za nich. Oto twoja korona" - i jak największy skarb dawali człowiekowi czapkę przyozdobioną drogimi kamieniami.
Temu, kto uwierzył, że jest wielki, wybrany, zakładali tę czapkę i natychmiast wszyscy przybysze padali przed nim w wielkim hołdzie i sławili niebiosa za to, że jest im dane czcić tak wielkiego człowieka. Później bu¬dowali dla niego wielki dom, podobny do świątyni.
Tak właśnie powstał pierwszy hrabia epoki Wiedyzmu.
Sąsiedzi na tego siedzącego w świątyni na tronie człowieka szli popatrzeć jak na jakieś dziwowisko. Pa¬trzyli, jak cudzoziemcy przed nim klękali, spełniali każdą jego zachciankę i zadawali mu różne pytania.
Na początku odbierano te działania jako zamorską zabawę i sąsiedzi - albo z ciekawości, albo z litości -starali się schlebiać swojemu sąsiadowi, ale powoli ludzie byli wciągani w tę grę. Stopniowo więc pozwolili się zniewolić i nieświadomie oddalili się od stwarzania myślą.
Niemałym wysiłkiem musieli się wykazać posłańcy kapłana, żeby powstały hrabstwa. Na początku, dłużej niż przez sto lat, ich próby były bezskuteczne, jednakże wreszcie się udało, wreszcie pogańska Ruś podzieli¬ła się na hrabstwa.
A dalej już poszło sprawnie. Hrabiowie zaczęli walczyć między sobą o swoją wyższość, wciągając w te wa¬śnie sąsiadów.
Później historycy napiszą, że niby znaleźli się wielcy hrabiowie, którzy zdołali połączyć drobne hrabstwa Rusi w wielkie mocarstwo. Pomyśl sam, Władimirze, czy naprawdę tak było? O jakim zjednoczeniu mówią hi¬storycy? Tak naprawdę wszystko odbywało się inaczej. Jeden hrabia mógł jedynie zabić innych lub nimi za¬władnąć. Ludzi może połączyć tylko kultura i obraz życia.
Wytyczenie granic zawsze świadczy o podziale. Kiedy powstało państwo bazujące nie na kulturze obrazu życia, ale na sztucznej wyższości jednego człowieka lub grupy ludzi i mocy ich armii, od razu pojawiło się wie¬le problemów: jak zachować te granice, a przy okazji jak je poszerzyć.
Niezbędne jest liczne wojsko. Wielkim krajem nie może kierować jedna osoba. Pojawili się wtedy różni urzędnicy, sekretarze - rozpanoszyli się i było ich z każdym dniem coraz więcej. Hrabiowie, politycy, urzędni¬cy, sekretarze, handlowcy, cała ich obsługa - to kategoria ludzi oderwanych od Boskiego tworzenia. Teraz ich przeznaczeniem jest stworzenie sztucznego świata. Oni zatracili zdolność odbierania rzeczywistości, są pod¬stawą okultyzmu.
Jeszcze tysiąc lat temu Ruś uważano za pogańską i pogaństwo to jeszcze trochę zachowywało sens bo¬skiej kultury Wiedyzmu. Wraz z pojawieniem się małych, a następnie większych hrabstw powstało zapotrze¬bowanie na siłę większą od armii. Na taką siłę, która zdolna byłaby stworzyć nowy typ człowieka, skłonnego do bezwzględnego podporządkowania się.
Wysłannicy kapłana i tu przyszli hrabiom z pomocą i zaproponowali odpowiednią religię.
Sens nowej religii bardzo się hrabiom spodobał, chociaż niewiele w tym było nowego. Wszystko tak jak pięć tysięcy lat temu w Egipcie.
Hrabia, tak jak faraon, uważany był za protegowanego Boga. Głosiciele nowej religii byli jego doradcami -to też tak jak w Egipcie. Cała reszta to tylko baranki. Niełatwo było zaszczepić coś takiego w podświadomości wolnych ludzi, których pamięć wciąż jeszcze zachowywała święta kultury Wiedyzmu. l wtedy znowu kapłan przyszedł hrabiemu z pomocą. Jego żołnierze zaczęli rozsiewać pogłoski, że gdzieś tam poganie coraz cz꬜ciej w ofierze Bogu składają ludzi.
Głosili, że niby nie tylko różne zwierzęta, ale także piękne dziewczyny, młodzieńców, a nawet noworodki poganie ofiarowywali swoim różnym bogom. To kłamstwo dotrwało nawet do dzisiejszych czasów. Pogan gniewały te pogłoski, a tu jeszcze zaproponowano ludziom nową religię, która surowo zabraniała składania ofiar, tak jakby wcześniej coś takiego rzeczywiście praktykowano. Mówiono o równości, o przyjaźni - ow¬szem, ale wyłącznie dla hrabiów, l tak powoli nowa religia wkraczała do pogańskiej Rusi. Później jeden z hra¬biów kazał ją uznać za jedyną prawdziwą, wszystkich innych zabronił, a Ruś określił jako chrześcijańskie pań¬stwo.
Teraz każdy, kogo przodkowie tylko tysiąc lat temu byli poganami, zapyta siebie, czy faktycznie poganie zwierzę lub człowieka przynosili w ofierze Bogu? Przed każdym, kto jest w stanie logicznie pomyśleć, chociaż¬by przez dziewięć minut, ukaże się prawdziwe sedno tych zdarzeń.
Ty też, Władimirze, potrafisz sam doświadczyć prawdy, posługując się właściwym rozumowaniem, a ja tyl¬ko ci w tym trochę pomogę.
Wpierw zadaj sobie łogiczne pytanie: Dlaczego nawet pogłoski o składanych ofiarach wzbudzały irytację w umysłach i sercach pogan, skoro nie były one prawdziwe? Logiczniej byłoby coś takiego chwalić i gorliwie powtarzać, a przy tym nie buntować się, tylko przyjmować nową religię. Ludzie się jednak burzyli. Dlaczego? Pewnie dlatego, że poganom nawet przez myśl nie przeszło, by oddawać w ofierze zwierzęta, a tym bardziej ludzi.
Właśnie dlatego nikt nie może do tej pory przedstawić żadnego źródła, w którym by mówiono, że ludzie w pogańskiej Rusi składali ofiary z żywych istot. O tym mówią tylko chrześcijańscy kronikarze. Ale oni prze¬cież nie mieszkali w pogańskiej Rusi i nawet nie znali jej pogańskiego języka, to gdzież w takim razie są ręko¬pisy i źródła z tych pogańskich czasów?
Częściowo są schowane, a resztę spalono na stosach jak w Rzymie. Jakież to buntownicze treści zapisano w tych zwojach? Co one głosiły? Nawet ich nie czytając, każdy mógłby się domyślić. One przedstawiłyby fał¬szywe oskarżenia przeciw poganom oraz mogłyby nam przekazać nauki Wiedyzmu. Rzecz w tym, że ci ludzie w ogóle nie składali krwawych ofiar, oni bowiem wcale nie spożywali mięsa, więc nawet nie mogli o tym pomy¬śleć. Ze zwierzętami poganie się przyjaźnili. Codzienny jadłospis był bardzo urozmaicony, lecz składał się tyl¬ko z produktów pochodzenia roślinnego. Czy ktoś może podać choć jeden przepis na danie ze starożytnej ro¬syjskiej kuchni, w którym jest użyte mięso? Nie.
Nawet w bajkach się opowiada, że szanowali rzepę, pili miody. Niech ktoś ze współczesnych ludzi, nawet ten, kto je mięso, spróbuje się napić ciepłej miodowej nalewki z pyłkiem kwiatowym i ziółkami, to później nie tylko mięsa, ale i niczego już nie zechce zjeść. A jeśli będziecie zmuszać siłą do zjedzenia mięsa, to wielu za¬cznie wymiotować.
Sam osądź, Władimirze, po co mieli jeść mięso, jeśli naokoło było dużo lekkostrawnego i kałorycznego je¬dzenia.
Pszczoła zimą odżywia się tylko miodem i pyłkiem. Przy tym przez całą zimę nie wypróżnia się w ulu. Orga¬nizm pszczoły przyswaja całe pożywienie. A ludzie gościowi, który przychodził do ich domu, natychmiast pro¬ponowali przygotowany na miodzie napój. To kto po słodkim będzie jadł mięso? Mięsne jedzenie wprowadzili w świat koczownicy. Na pustyni i stepie niewiele można znaleźć pożywienia, dlatego zabijali bydło. Jedli mię¬so tych zwierząt, które razem z nimi znosiły ciężar koczowania, woziły ich dobytek, karmiły mlekiem, dawały na ubrania swoją sierść.
l tak kultura naszych prarodziców została zniszczona, a Rosja wprowadzona w nową religię. Gdyby ona była rzeczywiście prawdziwa i tylko Jezusowa, to możliwe, że życie byłoby teraz inne. Lecz kapłan zwierzchnik w religię Jezusa wszczepił swoje chwyty. Ta sama religia zaczęła być różnie interpretowana. Wtedy chrześcijański świat podzielił się na mnóstwo konfesji, które są ze sobą w konflikcie. Niemało sił stra¬cił kapłan zwierzchnik w Rosji. W innych zakątkach Ziemi ludzie dostrzegli jego usiłowania i nie wpuścili głosi¬cieli na swoje tereny. Japonia, Chiny i Indie nie są chrześcijańskie. Jednak kapłan zwierzchnik podbił ich in¬nym sposobem. Tysiąclecie epoki okultyzmu nadeszło tylko tysiąc lat temu. W niej żyli ludzie całej Ziemi, l ży¬ją po dziś dzień...
Epoka okultyzmu trwa tylko jedno tysiąclecie, a ludzie w tym okresie pogrążeni są w świecie nierealnym. Ludzkość wydatkuje ogrom energii na wymyślone obrazy, na abstrakcyjny świat. A prawdziwy świat z całą je¬go wieloobrazowością otrzymuje coraz mniej żywotnego ludzkiego ciepła i kontynuuje swoje istnienie jedynie dzięki energii nagromadzonej w przeszłości i boskiej pierwotnej energii.
Ludzkość przestaje realizować swoje główne przeznaczenie. Staje się niebezpieczna dla Wszechświata, w rezultacie dochodzi do katastrof na skalę planetarną.
Cała ludzkość żyje w świecie okultyzmu również dziś, choć właściwie skończył się on w roku 2000. Tak na¬prawdę zresztą nie był to rok 2000. Przecież wiesz, że nie tak dawno zmieniono sposób liczenia czasu. Grani¬ca tego tysiąclecia była jubileuszem milionlecia ziemskiej cywilizacji.
Zgodnie z naturalnym następstwem miało wtedy dojść do katastrofy o głobalnym zasięgu. Jeśli mówić do¬kładniej, to poprzez doskonalenie się ludzkość powinna podjąć nową próbę przygotowania się do zapanowa¬nia nad Wszechświatem. Ale w okresie okultyzmu nie nastąpiła taka katastrofa.
Jedynie trójka nie śpiących Wedrussów jest zdolna zdjąć z części dzisiaj śpiących ludzi czar okultyzmu. Przypomnij sobie, jak zaczęły bić serca twoich czytelników, kiedy do nich wróciły wspomnienia o miłości do ziemi. Oni jeszcze we śnie, lecz siła boskiej kultury Wiedyzmu już do nich wraca, a Bóg wreszcie ma nadzie¬ję. Z twoją miłością jeszcze nie do końca obudzeni, zapobiegli oni katastrofie. Teraz nigdy nie zdarzy się ona na naszej planecie.
Niedługo wszyscy ludzie zaczną wychodzić z okultystycznego hipnotycznego snu. Będą wracać do świata rzeczywistego. Dziwisz się, że ludzkość dzisiaj śpi zahipnotyzowana, czyli trwa w świecie nierealnym? My¬ślisz: jak coś takiego może mieć miejsce? Przecież ja jestem, a w wielkich i małych miastach żyje wielu ludzi, po ulicach jeżdżą samochody.
Nie dziw się moim słowom, Władimirze. Sam zastanów się i pomyśl, w jakim czasie, w jakim dniu i godzinie dzisiejsi ludzie znajdują się w realnym świecie. Na przykład przypomnij sobie, ile różnych religii istnieje na świecie. Każda z nich inaczej traktuje sens istnienia człowieka, budowę świata, każda posiada swój zestaw ry¬tuałów różniących się od innych religii.
Sądzimy, że istnieje jedna najbardziej właściwa religia. Jednak to oznacza, że pozostałe budują nierealny świat. Tylko że w te religie ludzie również wierzą. A jeśli w nie wierzą, to żyją podporządkowani zasadom nie¬realnego świata.
Coraz więcej ludzi dąży do posiadania jak najwięcej pieniędzy. Ale czym są pieniądze? Przecież jest to po¬jęcie względne. Uważa się, że pieniądze dają wszystko. To iluzja. Jeszcze nikt nie kupił prawdziwej Energii Miłości i uczuć matki. Nie kupił Ojczyzny ani smaku płodów, jaki może odczuwać ten, kto sam je świadomie wyhodował.
Pieniądze są względne, więc i miłość za nie można kupić tylko względną. Za pieniądze można otoczyć się mnóstwem martwych przedmiotów, skazując tym samym swoją duszę na samotność. Podczas tysiąca lat okultyzmu ludzkość jest całkowicie zdezorientowana wobec przestrzeni stworzonej przez Boga. Jakże w ciemności miotają się ludzkie dusze. Przyjrzyj się wnikliwie, Władimirze, jak łatwo zmienia swoje orientacje społeczeństwo w ostatnim stuleciu również w kraju, gdzie teraz mieszkasz.
Był car, ustawy świeckie, a ludzi honoru wyróżniano orderami z kolorowymi wstążkami. Ubierano się w ha¬ftowane mundury. W całym kraju, w którym teraz mieszkasz, budowano świątynie. Nagle to wszystko zostało uznane za wypaczenia. Mundury i ordery ze wstęgami zaczęto uważać za strój klauna. Świątynie - za prze¬jaw wsteczności, a kapłanów tych świątyń za oszustów.
Burzyli więc ludzie świątynie z zaciętością i z okrucieństwem mordowali duchowieństwo. Później głoszono, że winę ponosi tylko władza radziecka. Owszem, władza wystąpiła do ludzi z tym apełem, ale ludzie nie sprzeciwili się temu, odpowiedzieli na wezwanie wodzów-bożków.
Przecież wiesz z archiwaliów, że na Kubaniu zamordowano w sposób okrutny czterdziestu dwóch chrze¬ścijańskich kapłanów. Ich zamordowano w bestialski sposób, a ciała wrzucono do wychodków. Tego wszyst¬kiego nie czynili dowódcy. To sam naród pragnął takich czynów, a wodzowie jedynie na to pozwalali. W rezul¬tacie tysiącami mordowano służebników ołtarza w różnych zakątkach państwa. Ten, kto nie zdołał zbiec, wy¬rzekał się wiary. W tamtych czasach niewielu udało się zachować życie, dochowując wiary.
Większość stała się szczerymi ateistami. Zmieniły się ubrania: odznaczenia i kokardki przybrały inny kształt i kolory. O czasach radzieckich wielu historyków napisało książki, ale... Kiedy przyjdzie ludziom później usły¬szeć cokolwiek o Leninie i Stalinie, tylko jedno będzie na ustach potomków: "Po raz pierwszy zostało ujawnione ludziom, że okultyzm się wypalił. Okultystycznych religii narody nie tolerują nawet we śnie, a sam okultyzm podtrzymywany jest sztucznie i na siłę". Jednak to nie wiara w Boga została wytępiona, lecz jedynie został osłabiony okultyzm, który przeniknął do religii.
W ostatnim tysiącleciu jedynie w Rosji udało się tak gwałtownie zmienić mentalność ludzi, mocno upoko¬rzyć religię, zamieniając ją na wiarę w komunizm, choć to przecież też jest religia. Od niedawna jesteś świad¬kiem zjawiska, kiedy naród w państwie, w którym mieszkasz, znów zmienia orientację. Drogę, którą w za¬chwycie szli wszyscy mieszkańcy kraju, po raz kolejny uznano za nieprawidłową. Znów więc zmieniają priory¬tety.
Czyżby ludzkość wybrała nową drogę? Ależ nie! Droga ta w ogóle jest dla niej niejasna. W okresie okulty-zmu ludzie nie wybierają samodzielnie swojej drogi. Zawsze ją ktoś inny wskazuje. Kto to? Kapłan zwierzch¬nik, który i dziś rządzi światem.
|
Ostatnio zmieniony przez tom1ek dnia Wto 23:08, 02 Wrz 2008, w całości zmieniany 4 razy |
|